Rękopisy tematycznie:

wtorek, 11 stycznia 2011

Płatki śniegu

Autor: Raymond Queneau
Tytuł oryginalny: Exercices de style
Liczba stron: 125
 
Wydana przez: Czuły barbarzyńca

Nota wydawcy: Wielki literacki eksperymentator Raymond Queneau (1903-1976) zawdzięcza sukces światowy dwóm dziełom: powieści "Zazi w metrze" (Zazie dans le métro, 1959) i wcześniejszym "Ćwiczeniom stylistycznym" (Exercices de style, 1947). Jednak "Ćwiczenia" bardziej jeszcze niż "Zazi" cieszyły się sławą nieprzekładalnych. Napisane są bowiem zgodnie z zasadami kombinatoryki, dzięki którym błahy, wręcz niegodny uwagi incydent w autobusie opowiadany jest na 99 sposobów z wykorzystaniem wszelkich możliwych figur retorycznych i stylów literackich. Tłumaczowi polskiemu nasuwają masę przeszkód z racji bogactwa gramatyki i retoryki francuskiej, gdzie użycie stosownych form pociąga za sobą utrwalone w rozległej tradycji literackiej tony: wahanie, patos, ironię... Tym trudniej oddać ten wymiar gry, który prowadzi do opowiadania w sposób zakazany, wbrew owym konwencjom. W tak krótkich tekstach nadrobić to jednak można nadużyciem gramatyki polskiej i - by tak rzec - próbami przeciążeniowymi leksyki.

Wedle przedmowy autora do jednego z wydań, "W latach trzydziestych byliśmy kiedyś z Leirisem w sali Pleyela na koncercie, podczas którego wykonano fugę Bacha. Mówiliśmy później, że interesujące byłoby stworzenie w literaturze czegoś podobnego, co powstaje dzięki zwielokrotnieniu wariacji, niemal ad infinitum". Muzyczność i matematyczność nadają "Ćwiczeniom" walor książki jedynej w swoim rodzaju, nie należącej do żadnego gatunku literackiego. "Jak" tryumfuje tu bez reszty nad "co", sprawiając, że na bohatera dzieła awansuje nie postrzeżenie sama inwencja i nie pohamowana swoboda prze kształceń. Czyni to z "Ćwiczeń" jedną z najśmieszniejszych książek świata.


 [wszystkie cytaty i odnośniki powiązane są z: "Raymond Queneau, "Ćwiczenia stylistyczne", wyd. Czuły barbarzyńca, 2005]
  
 Autobus kropka Kłótnia kropka Spotkanie kropka Guzik kropka kropka kropka

  Tak. To całą fabuła. Na ile sposobów można to opisać? Na dwa, trzy, cztery? A może 99? Tak jedna sytuacja w dziewięćdziesięciu dziewięciu[sic!] odsłonach. Każda kolejna od siebie różna jak dwa płatki śniegu. A tu mamy ich aż dziewięćdziesiąt dziewięć. Zaczynamy od podstawowego, można by rzec szkolnego, sprawozdania:



SPRAWOZDAWCZO
  W esce, godzina szczytu. Typek na oko dwudziestoczteroletni, flaczasty kapelusz o wstążce zastąpionej tasiemką, szyja przydługa, jakby naciągnięta  wzwyż. Ludzie wychodzą. Typ, o którym mowa, wścieka się na sąsiada. Zarzuca mu, że go potrąca, ilekroć ktoś przechodzi. Widząc wolne miejsce, rzuca się do przodu.
  Dwie godziny później spotykam go na Cour de Rome, przed dworcem Saint-Lazare. Jest z kolegą, który mówi: "Powinieneś zafundować sobie przy płaszczu dodatkowy guzik". Pokazuje mu gdzie(przy wycięciu) i dlaczego.[str. 5]
 Brnąć dalej mamy do czynienia z coraz bardziej zaskakujący, niezwykłymi i  pokręconymi tekstami(bo czyż inaczej można nazwać tekst w którym onomatopej i wyrazów związanych z muzyką mamy więcej niż "normalnego" słownictwa[patrz-> str. 73]? Ba tekstów mu podobnych jest więcej. Wszystkie nasze zmysły posiadają osobne teksty[patrz-> str. 69-73]). Kolejne z nich zapewniają wspaniałą rozrywkę czytelnikowi, który oczekuje od pisarza nie tylko bycia piewcą staromodnego stylu, lecz także bycie stwórcą, rzeźbiarzem słowa.

ANGLICZAŃSKO

  Pjuenegou dnaj koułe pola pri pekju Mankau na tylnedż platfomaj praui pelnegou otobasu linaj Es modża uage zrasil osobnick o bardo dlagay sii aj f majkim kapelasa outouzonim ni ftaska ejl plisajnim dżajlonim. Slavik ten sasipajal rez po rez sasajda mouajatz zi ou nomyslaj depsii mu po nogack gi podrozni sajday lab fasajday. Prerual sipkou roumoui baj zejdżats zuonajni łesnaj miski.
 Dłi godajni pozni udżralim gou znoła pred dłorsim Suajaigou Lazara ł oziłajnej dikusi zed pridżasajlim ktouri radil mu zmajsitz łajsici plaska prez podnisini najłisigo gazika ju dżkigos zricnego krauka.[str. 88]
 I w tym momencie chciałbym wspomnieć o mistrzostwie tłumacza Jana Gondowicz[patrz-> wyżej]. Wykonał on ciężką pracę tłumacząc(a może lepiej powiedzieć spolszczając) to dzieło z francuskiego. Wolę nie wiedzieć jak ten tekst wyglądał w oryginale, gdy już spolszczony wygląda jak wiadomość mocno wstawionego osobnika, próbujące napisać SMS, iż spóźni się, ponieważ ma jakieś spotkanie na dworcu w sprawie guzika od płaszcza. Nie można dziwić się więc, iż "Ćwiczenia stylistyczne" uchodziły przez wiele lat za nieprzetłumaczalne.

  WYKRZYKNIKOWO

  Psst! oho! ach! och! hm! ach! uff! ech! no, no! och! ee! pfe! ej! fuj! aj! ech! hę! oho! phi!
  No, no! ech! ee! och! oho! ho, ho![str. 115]
  wiczenia stylistyczne" były, są i będą ewenementem  w literaturze. Nie znam dzieła, które tak jak one bawiło się językiem. To już nie jest nawet zabawa. Toż to żonglerka na linie podwieszonej wysoko nad kopułą namiotu cyrkowego, nad rozwścieczonymi lwami.

  Moja ocena: 6!/6 (wykrzyknik oznacza, że tej książce sześć do nóg nie dorasta i by do nich dojść potrzebuje drabinę)

3 komentarze:

  1. Przyznam, że zaintrygowała mnie ta książka, recenzja dodatkowo zachęciła, więc muszę po prostu ją przeczytać. Musi być na prawdę wyjątkowa.
    Pozdrawiam,
    Kass

    OdpowiedzUsuń
  2. Już wiele lat temu słyszałam o tej książce i gdzieś na dnie serca pragnę ją przeczytać. Może kiedyś wpadnie w moje ręce?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałem o tej książce. Ćwiczenia stylistyczne powiadasz. Dla mnie to czarna magia niestety. Ocena dość duża, możliwe, że kiedyś przeczytam.

    OdpowiedzUsuń